Nie było mnie w Polsce klika dni, pływałem sobie szczęśliwy na łódce po ciepłym morzu. Nie wiedziałem co się dzieje, nie czytałem gazet, nie słuchałem nawet Trójki. I strasznie mi z tym było dobrze. Tak dobrze, że nawet po powrocie nie zaglądałem. Ale gdzieś przypadkiem usłyszałem, że "dziennik" jakieś świństwo wyciął katarynie. No i stało się. Zrobiłem sobie przegląd.  I załamałem się.

Jakiś czas temu założyłem blog. Po wielu miesiącach czytania salonu24. Kataryna i jej blog był jednym z tych, które z ciekawością poczytywałem. Pomyślałem, że sam też mogę. I że anonimowość blogowa pozwoli mi pisać to o czym myślę, bez obaw, że ktoś to będzie czytał przez pryzmat tego co robię, kim jestem a nie o czym piszę. Anonimowość bloga to szansa na dyskusje o problemach a nie o osobach, które poglądy wygłaszają. "dziennik" uważa inaczej.

Prowadzenie bloga niespecjalnie mi się udało, okazało się, że to trudniejsze, bardziej czasowo i intelektualnie zajmujące zajęcie niż myślałem.  Tym łatwiej mi przyjdzie się z nim rozstać. Nazywam się Janusz Śliwa, jestem adwokatem z Wrocławia. Biorę pełną odpowiedzialność za każde słowo, które napisałem na swym i innych blogu. :) Chyba tym też się różnię od dziennikarzy „dziennika”.